A A A

"Rozmowy z księdzem Bozowskim "

  • "Królowa Apostołów"
    "Królowa Apostołów"

- Przez pewien czas w swojej pracy duszpasterskiej zajmowałem się ludźmi rozwiedzionymi, którzy - zawarłszy ponowny, tym razem już tylko cywilny, związek - nie mogli przystępować do spowiedzi i Komunii świętej. Ich sytuacja psychiczna, religijna i społeczna bywa często ciężka. Ponadto skutkiem odcięcia od Sakramentu Eucharystii oraz rozżalenia na Kościół - a może częściej na księży, którzy traktują ich bardzo obcesowo - grozi im utrata wiary. Interesuje mnie twój stosunek do tych ludzi. 

- Dobrze, że poruszyłeś ten temat. Jest to bardzo ważna i niezmiernie dzisiaj aktualna sprawa, zwłaszcza w mniejszych miastach, ale nie tylko tam. Otóż muszę ci powiedzieć, że sprawą zajmowałem się jeszcze przed wojną. Z tym że wtedy moje podejście było bardzo rygorystyczne i nie pozbawione odczuć negatywnych, by nie powiedzieć wrogich. Pamiętam nawet, jak jeden z moich kuzynów w wieku balzakowskim zakochał się i - pozostawiwszy legalną żonę i bardzo miłego chłopaczka - ożenił się ze swoją sekretarką. Pewnego dnia tenże kuzyn, który notabene był starostą gdzieś na Kresach Wschodnich, zadzwonił do mnie prosząc, bym wpadł do niego. Wtedy powiedziałem tak: "Drogi kuzynie, to bardzo miło z twojej strony, że przypomniałeś sobie o mnie, ale ja moją sutanną nie będę zakrywał brudów twego prywatnego życia". Taką miałem wówczas mentalność, nie tylko zresztą ja. Przed wojną, ale też i po wojnie, z takimi ludźmi zrywano kontakty towarzyskie i rodzinne. Duszpasterze nie składali im wizyt duszpasterskich i na wszelki możliwy sposób dystansowali się od nich.

Swoją postawę zmieniłem w czasie pobytu we Francji, gdzie zjawisko rozwodów przybrało charakter masowy. Wiele rozmawiałem na ten temat z francuskimi księżmi, tudzież czytałem wiele różnych publikacji traktujących o pastorale des non-sacramentabiles - duszpasterstwie wśród ludzi, którzy nie mogą przyjmować sakramentów świętych. 

Po powrocie do Polski, na jednej z pierwszych wizyt u ks. prymasa Wyszyńskiego poruszyłem ten problem. Mówiłem, że zwłaszcza teraz, kiedy wprowadzono w Polsce cywilne małżeństwa tudzież, rozwody, problem zaczyna narastać. 

Ks. Prymas bardzo pozytywnie ustosunkował się do tej sprawy przyznając, że w wielkich miastach ludzi żyjących bez ślubu kościelnego jest bardzo dużo. Zaproponował mi też wygłoszenie prelekcji na ten temat do warszawskich księży dziekanów. 

Przygotowałem się do tej konferencji dosyć dobrze i powiedziałem zebranym księżom, że słowo non-sacramentabiles jest tylko w tym znaczeniu ścisłe, że ludzie ci nie mogą przyjmować nowych sakramentów. Jest to natomiast nieścisłe, jeżeli mówimy, że są w ogóle wyłączeni z życia sakramentalnego. Dlatego, że poza Sakramentami Pokuty i Eucharystii ludzie tacy powinni żyć podstawowym sakramentem chrześcijaństwa - chrztem świętym, a nawet drugim sakramentem apostolstwa chrześcijańskiego - bierzmowaniem. Powiedziałem też, że co się tyczy Eucharystii, to należy zwrócić uwagę na dwie sprawy ściśle ze sobą związane, ale różne: ofiarę Mszy świętej - kontynuację Ostatniej Wieczerzy w Wielki Czwartek i Męki Pańskiej w Wielki Piątek oraz konsekrowanie w czasie Mszy świętej komunikantów. Ludzie ci rzeczywiście nie mogą w normalny sposób przyjmować Komunii świętej, ale mogą i powinni uczestniczyć w Eucharystii jako sacrificium - ofierze Mszy świętej. Oni w rozumieniu soborowym razem z kapłanem odprawiają Mszę świętą i w tym znaczeniu są współofiarnikami, może trochę o brudnych rękach, ale mogą nieść dar swojej pracy, dar chleba, cierpień, dar kielicha Pana Jezusa. Oprócz tego mogą nieść dary swoich dobrych uczynków i ofiar dla biednych. Myślę, że jest to jedna z głównych dróg do miłosierdzia Bożego. Chrystus przecież powiedział: "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" (Mt 5, 8). Księża i wszyscy praktykujący winni im to przypominać i do tego zachęcać. I nie tylko dla ofiar materialnych, ale i duchowych, żeby umieli współczuć i pomagać ludziom nieszczęśliwym i zagubionym. 

W czasie Mszy świętej kapłan konsekruje hostię i właśnie te ludzkie dary duchowe i materialne. Potem wierni otrzymują ten dar poświęcony i konsekrowany w Komunii świętej sakramentalnej. Ci zaś, co nie mogą jej przyjąć, winni iść w kierunku pragnienia, komunii duchowej. Wtedy Pan Bóg w jakiś sposób też się im udziela. Do tego trzeba zachęcać wszystkich, którzy nie mogą normalnie przystąpić do Komunii świętej. 

Francuzi mają takie przysłowie, że wielkim nieszczęściem jest, jeżeli ktoś zgubiwszy ostrze siekiery wyrzuca również i trzonek. Potem zupełnie przypadkiem znajduje siekierę, ale nie może się nią posługiwać, bo nie ma już trzonka. Nie można i nie powinno się tego robić. Później ludzie w ogóle odejdą od Kościoła, zwłaszcza jeżeli przez księży zostaną potraktowani brutalnie. Niestety często wtedy obrażają się na Pana Boga i całkowicie zrywają z Nim kontakt stając się niewierzącymi. Żeby jednak ci ludzie nie odeszli od Kościoła, żyjąc w związku tylko cywilnym, trzeba zachować ten trzonek, czyli kontakt z Kościołem. Być może później znajdą i to ostrze i będą mogli zrobić z niego użytek, czyli w pełni zacząć żyć życiem chrześcijańskim. 

Jeśli chodzi o Sakrament Pokuty, czyli wewnętrznej przemiany, to oni powinni korzystać z niektórych elementów pokuty: rachunku sumienia, żalu, że Boga obrazili i obrażają jeszcze. Winni dać wyraz swojej woli poprawy, gdy tylko to będzie możliwe, kiedy wzmocnią się duchowo, odchowają dzieci itd. Mogą i powinni korzystać z rozmów z księżmi przedstawiając im stan swego sumienia. Będzie to kolejny element "spowiedzi". Oczywiście po takich rozmowach nie powinni spodziewać się rozgrzeszenia, gdyż przy obecnym rozumieniu tego problemu przez Kościół - rozgrzeszenie sakramentalne jest niemożliwe, chyba tylko pod warunkiem przewidzianym przez teologię moralną.

Uważam, że takie rozmowy z ludźmi żyjącymi tylko w małżeństwach cywilnych są bardzo ważne i to z trzech powodów. Najpierw jest to problem głęboko ludzki. Ludzie ci chcą mieć poczucie, że nie zostali odepchnięci i za życia potępieni, jeżeli nie przez Kościół, to przez ludzi Kościoła. Chodzi tutaj o stworzenie im jakiejś przestrzeni duchowej i warunków psychicznych do życia nie w "stanie przeklętym". Jest to też sprawa podtrzymania wartości najważniejszej mianowicie wiary i życia według zasad Jezusa Chrystusa we wszystkich innych aspektach. Jest też sprawa zachęty, by w wierze wychowywali swoje dzieci. 

I wreszcie sprawa sprowadzania ich z powrotem na drogę pełnego życia chrześcijańskiego. Niektórzy z tych ludzi są w takiej sytuacji, że chętnie wróciliby do pierwszej żony, bo w pewnym momencie widzą, że - jak mówi przysłowie - zamienił stryjek siekierkę na kijek. Wielu mężów i żon najlepiej wspomina tę pierwszą czy tego pierwszego. Odczuwają żal, że postąpili źle, że skrzywdzili partnera i dzieci, a nierzadko jeszcze kogoś - najczęściej drugą rodzinę. Ponadto cierpią i nie potrafią założonej na siebie pętli zdjąć, mając podwójne małżeństwa i podwójne rodziny. Mówię więc, że oni mogą nawet odczuwać żal i mieć wolę poprawy i uregulowania swego życia zgodnie z wymaganiami chrześcijańskimi. Trzeba im w tym pomóc. 
- Czy w swojej praktyce duszpasterskiej dużo miałeś takich ludzi? 
- Mój Boże, prawie nie było innych... Oczywiście żartuję... W każdym razie wielu moich podopiecznych miało i jeszcze ma pod tym względem pokręcone życie. I wiesz, u wielu z nich, zwłaszcza starszych, obserwowałem i obserwuję potrzebę jakiegoś komfortu duchowego. Gotowi są go szukać nawet za cenę rezygnacji z życia seksualnego. Wielu takich ludzi rozgrzeszyłem i rozgrzeszam zachowując zasadę, by nie gorszyć maluczkich. W mieście nie sprawia to większych trudności, natomiast w małych miasteczkach jest to dość trudne, gdyż tam "wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi". A przecież nie można ogłosić, że tacy a tacy ludzie żyjący dotychczas bez ślubu kościelnego zrezygnowali z życia seksualnego i żyją ze sobą w tak zwanym białym małżeństwie. 

- Księża nie powinni takich ludzi unikać, ale odwiedzać ich i rozmawiać z nimi serdecznie, rozważać wspólnie, co dałoby się zrobić. Takie stanowisko jest bardzo ważne. Tym bardziej że dzisiaj w tym względzie zmieniło się wiele. 

- Pozwól, że w tym miejscu zacytuję adhortację Jana Pawła II "Familiaris consortio": "Kościół bowiem ustanowiony dla doprowadzenia wszystkich ludzi, a zwłaszcza ochrzczonych, do zbawienia, nie może pozostawić swemu losowi tych, którzy już połączeni więzią sakramentalną - próbowali zawrzeć nowe małżeństwo. Będzie niestrudzenie podejmować wysiłki, by oddać im do dyspozycji posiadane przez siebie środki zbawienia". Zwracając się zaś do duszpasterzy Papież powiedział: "Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odrzuceni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni powinni uczestniczyć w jego życiu. Niech będą zachęceni do słuchania słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatywy na rzecz sprawiedliwości, do wychowania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha oraz czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę. Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei". Następnie Papież potwierdził stosowaną od wieków praktykę niedopuszczania do spowiedzi i Komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy powtórnie zawarli związek cywilny. Na zakończenie Ojciec Święty pisze: "Kościół z ufnością wierzy, że ci nawet, którzy oddalili się od Pańskiego przykazania i do tej pory żyją w takim stanie, mogą otrzymać od Boga łaskę nawrócenia i zbawienia, jeżeli wytrwają w modlitwie, pokucie i miłości". 

- Wiesz, ale wtedy, przed dwudziestu laty, księża tego jeszcze nie rozumieli. Może poza jednym księdzem z Jabłonny, późniejszym duszpasterzem akademickim, który mówił, że on w ten sposób stara się podchodzić do tych ludzi. Inni natomiast księża uważali, że jeszcze za wcześnie, że trzeba uważać itp. 

- Jeśli chodzi o mnie, wspomniałem już, że wielu ludzi przychodzi do mnie z tymi problemami. Spójrz na tę ścianę ze zdjęciami. Na tej fotografii widzisz miłą panią i chłopca w czerwonym swetrze. To jest jej syn z pierwszego małżeństwa, a ona jest drugą żoną, tylko "cywilną". Ona i jej mąż są ludźmi głęboko wierzącymi. Tu widzisz tego pana. Jest to redaktor jednej z gazet. Dla niego i jego żony przyjmowanie sakramentów świętych jest tak ważne, że zrezygnowali z miłości cielesnej, którą zresztą przetransponowali na wzajemną troskliwość, serdeczność i pomoc. Są szczęśliwi i zadowoleni. Myślę, że winniśmy prowadzić ludzi w tym kierunku, jeżeli małżeństwa nie można zalegalizować, czy też wrócić do stanu "przed".