A A A

Rekolekcje 2010 - Ks. Szpakowski

Rozważania paschalne  - 2010 r.

Ks. Szpakowski

Między lękiem a zaufaniem. A co po śmierci?

Inspiracją do rozważań paschalnych stała się dla mnie pielgrzymka do Ziemi Świętej. Miałem okazję przeżywać Wielki Tydzień w Jerozolimie. Podczas drogi krzyżowej w Wielki Piątek towarzyszyły mi słowa z Ewangelii św. Łukasza:

"Czy jednak Syn Człowieczy zastanie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" (18,8).

Kołysałem te słowa w swoim sercu przemierzając zatłoczone uliczki starej Jerozolimy, pełnej handlowego gwaru. Zastanawiałem się, czy ci ludzie są świadomi i wierzą, że zostali zbawieni?

Co pozostało w pamięci współczesnego pokolenia ze zbawczej męki i śmierci Jezusa Chrystusa? A może dla niektórych ta śmierć wydaje się niepotrzebna i daremna?

 Jeśli nie spotkamy się z Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym Chrystusem nasze życie pozostanie w ciemności duchowej, nie znajdziemy odpowiedzi na fundamentalne pytanie o naszą ostateczną przyszłość. A wtedy trzeba się zgodzić z pesymistycznym stwierdzeniem, że absurdem jest nasze narodzenie i nasza śmierć. Życie ludzkie staje się „nieużyteczną pasją”. Przyjęcie takiego przekonania krzyżuje w nas samych nadzieję, niweczy sens życia i niszczy radość istnienia.

Życie człowieka bez Boga jest życiem w chronicznym smutku, bez nadziei.

„Być może wiele osób odrzuca dziś wiarę - pisze Benedykt XVI - gdyż życie wieczne nie wydaje się im rzeczą pożądaną. Nie chcą życia wiecznego, lecz obecnego, a wiara w życie wieczne wydaje się im w tym przeszkodą. Kontynuować życie na wieczność, jawi  się bardziej jako wyrok niż dar. Oczywiście chciałoby się odsunąć śmierć jak najdalej. Ale żyć zawsze, bez końca - to w sumie może być tylko nudne i ostatecznie nie do zniesienia ”(Spe salvi, 10).

Spotkanie z Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym Chrystusem dokonuje w nas wewnętrzną przemianę. Zmienia się nasz sposób myślenia, przeżywania i wartościowania. Każdego roku w liturgicznej przestrzeni wstępujemy coraz głębiej w tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, a także w tajemnicę naszej śmierci i naszej ostatecznej przyszłości. Dlatego warto poświęcić swój cenny czas, na rozważania, aby ożywić i wzmocnić w sobie nadzieję, która leczy naszą duszę.

Czego oczekuje od nas Pan?

Uczniowie Jana pytali Jezusa: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? On odpowiedział: oznajmijcie Janowi, że umarli zmartwychwstają. A błogosławiony (szczęśliwy) jest ten, kto we Mnie nie zwątpi (Por Mt, 2-11).

Słowa Pana wyraźnie wskazują na wiarę, która stanowi fundament ludzkiego szczęścia. Po swoim zmartwychwstaniu raz jeszcze wypowiada to błogosławieństwo wiary w słowach:

"Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli" (J 20,29). Jezus unaocznił swoją moc, gdy wskrzesił Łazarza.

 Zanim dokonał cudu wskrzeszenia Łazarza wyraził swoje oczekiwanie wobec Marty. Jakie oczekiwania miał Jezus wobec tej kobiety i ma wobec nas?

On oczekuje od nas zaufania!

Marta zaufała Jezusowi i nie doznała zawodu. Wiara chrześcijańska jest żywą relacją z Jezusem, Synem Boga. Opiera się na naszej zdolności do zaufania. W każdym z nas ukryte jest ziarno ufności. Dzięki niemu ufamy ludziom, życiu, przyjaznemu uniwersum, Bogu, którego istnienie przeczuwamy. Pomimo, różnych przykrych doświadczeń rozczarowania i zawodu, zwłaszcza w relacjach międzyludzkich, zaufanie może w nas wzrastać. Jest ono nieodzowne w budowaniu osobowej relacji z Jezusem Chrystusem.

Rozwój zaufania nie oznacza wyparcia lęku

Lęk jest wpisany w ludzką kondycję. To lęk egzystencjalny. Przypomina nam o naszej kruchości biologicznej, psychicznej i duchowej. „Jesteś, ale może ciebie nie być” szepcze nam lęk, nasz stary dobry przyjaciel.

 Nasze życie zostało nam podarowane. Ma ono swój początek i kres. Nasze życie na ziemi ograniczone jest przez śmierć.

Śmierć jest prawdą absolutną

Nie mamy doświadczenia śmierci wprost, z „pierwszej ręki”. Doświadczamy śmierci pośrednio, uczestnicząc w śmierci innych. Często żyjemy w złudzeniu, że ona nas nie dosięgnie. Młodzi motocykliści próbują sprawdzić, gdzie jest granica między życiem, a śmiercią. Niestety często tę próbę wygrywa śmierć.

 

Lęk przed śmiercią

- zamieszkuje dom naszego człowieczeństwa. Jest niezbywalną  rzeczywistością naszego bytu i naszej świadomości.

 Lęku przed śmiercią doświadczył również Jezus. W ogrójcu nasz Pan cierpiał w samotności, krwią się pocił, a jego wiernym towarzyszem był lęk. Na krzyżu krzyczał doznając opuszczenia i najgłębszej próby zaufania Ojcu. Jeśli syn Boży i syn człowieczy doświadczał lęku, to czemu nam miałby być lęk zaoszczędzony? Ból, zmaganie się z choroba, całkowite zdanie na pomoc najbliższych, budzi w nas przerażenie.

Śmierć trzeba zaakceptować

Ona należy do życia. Ze śmiercią trzeba się oswoić. Nie powinniśmy wzmacniać obecnego w nas naturalnego lęku przed śmiercią. Jeśli wzmocnimy lęk przed śmiercią stanie się on w nas wrogiem. Kto przesadnie boi się śmierci, ten boi się życia. Śmierć może stać się obsesją. Wtedy człowiek boi się wszystkiego, także własnego cienia. Tysiąc razy umiera żyjąc. Wszędzie widzi zagrożenie. Inni jawią się mu jako wrogowie, którzy czyhają na jego życie lub jako sędziowie, którzy osądzają i odrzucają, zadając mu śmierć społeczną. Wyobraźnia kierowana przez lęk jest bardzo produktywna w tworzeniu niepokojów bytowych, społecznych, moralnych i religijnych. Może ona przybierać wymiary katastrofalne. W różnych okresach swojego życia człowiek może odczuwać nasilone doznanie lęku. Zwłaszcza, gdy czuje się wyizolowany, bezradny i osamotniony. Ma poczucie, że jest niekochany,  unieważniony, porzucony, bezwartościowy. Czasem traci pracę, atrakcyjność, zdrowie, różne możliwości życiowe.

 Nawet w sieci relacji rodzinnej, czuje się niepotrzebny, a nawet obco. Takie stany nieświadomie przeżywają dzieci, świadomie przeżywa młodzież, dorośli, ludzie w jesieni życia. Zdarza się, że trud zagrożonego istnienia jest dla kogoś tak bardzo nie do zniesienia, że podejmuje próbę samobójczą. To krzyk, by ktoś go zauważył i docenił. Depresja stała się dziś chorobą cywilizacyjną. Tam, gdzie brakuje obecności bliskich, kochających osób zagnieżdża się lęk.

………………………………………………………………………………………………………

Rozważania paschalne 2- 2010 r.

Z własnym lękiem należy się spotkać

Rozpocząć z nim dialog. Zapytać się siebie, co mi rzeczywiście zagraża? Co złego może mi się stać? To pozwoli nam nazwać nasze lęki. A to co nazwane, zostaje oswojone, staje się mniej groźne, ponieważ zyskujemy panowanie naszej świadomości nad naszymi lękami. Dalej warto rozróżnić lęki realne od wyobrażonych. Być może, że programujemy nasz umysł lękowymi oczekiwaniami, które mogą się okazać daremnymi w rzeczywistości. Może odkryjemy, że wiele naszych lęków zostało zaszczepionych w przeszłości i należą one do naszych rodziców, czy też do innych ważnych dla nas osób.

Warto zatrzymać się przy lękach religijnych. Jaki obraz Boga wyłania się z naszego lęku? Bóg Łaskawy, czy Sędzia nielitościwy? Wielu dziś chrześcijan przesadnie lęka się mocy szatana. Kto ten lęk w nich zaszczepia? Czyż życie nasze nie należy do Boga? We współczesnej naszej polskiej duchowości pojawił się nurt pesymistyczny, skupiony głównie na działaniu szatana. Duchowość podejrzliwości, nadmiernego moralistycznego osądu i nieufności. To smutne zjawisko, które w imię Ewangelii nadziei należy przezwyciężyć. Ewangelia uczy nas przerastać nasze lęki i wspiera rozwój naszego zaufania i nadziei.

„Przyjdź Panie Jezu, obudź nas z letargu lęku, abyśmy mogli żyć w ufności i nadziei”.

Słowa tej prostej modlitwy mogą stać się naszą modlitwą. Modlitewne zawołanie „Jezu ufam Tobie” pozwala nam przekraczać zwątpienie i nieufność, rodzi błogosławieństwo wiary w moc Boga.

 

Lęk przed oceną

Prawda o sądzie ostatecznym dla wielu chrześcijan budzi dreszcz lęku i niepokoju. Źródła tego lęku należy szukać w naszych egzystencjalnych doświadczeniach.

W każdym z nas drzemie lęk przed oceną. Ocenę najczęściej utożsamiamy z oceną niedostateczną. Obawiamy się, że źle wypadniemy w cudzych oczach, zostaniemy wyśmiani, surowo skrytykowani, odrzuceni. Wiele osób ukształtowało w sobie zaniżoną ocenę samych siebie. Uprawia nadmierną samokrytykę. To ci, którzy byli wychowywani według imperatywu: „nie chwalić, bo spocznie na laurach”.

Zasiany w podświadomości lęk budzi w nas obawę, że Bóg nas negatywnie ocenia. Przecież nie jesteśmy doskonali, bezbłędni i bezgrzeszni. Często kaznodzieje pokazują nam tę ciemną stronę życia. Zapominamy, że Pan oczekuje od nas zaufania.

Zaufanie, a nie doskonałość jest fundamentem relacji z Nim. Łazarz został wskrzeszony nie dlatego, że był doskonały, nieskalany, ale dlatego że był zaprzyjaźniony z Jezusem.

 

Nawyk sądzenia

Jest to częsta skłonność ludzi pobożnych. Czynimy to, czego się boimy. Ocena, osąd, etykieta utrudnia nam zrozumienie siebie i innych. Dlatego Jezus nauczał:

"Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni" (Łk 6,37).

Im mniej sądzimy innych, tym bardziej ufnie oczekujemy spotkania z Jezusem w godzinie naszej śmierci.

Św. Paweł studził zapędy osądzania wśród chrześcijan, pisał: "Nie sądźcie przedwcześnie dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte i ujawni zamiary serc" (1Kor 4,5).

 

Wewnętrzny sędzia

Doświadczenia bycia karanym utrudnia nam myślenie o sądzie ostatecznym. Zwłaszcza osoby, które doznały różnych kar fizycznych czy psychicznych, podświadomie oczekują kary wymierzonej przez Boga.

Uczucia bezsilności, bezradności, pasywności, które towarzyszą wtedy, gdy jesteśmy karani mogą gasić w nas ufność wobec Łaskawego Boga. Szczególnie dotkliwa jest kara nieproporcjonalna do przewinień, kara niesprawiedliwa, bądź automatyczna. Być może oczekujemy, że Bóg zachowa się wobec nas jak bezwzględnie sprawiedliwy sędzia, który nie pyta o motywację zachowań, a jedynie odważa ludzkie czyny i wymierza karę. A może to w nas samych zamieszkuje wewnętrzny sędzia impulsywny, apodyktyczny, nielitościwy? Dlatego nie potrafimy sobie samym wybaczyć słabości, błędu, grzechu, a nawet sami siebie karzemy. Osoby, które zostały skrzywdzone przez innych i nie miały możliwości rozliczenia się z nimi, wymierzenia im sprawiedliwości, mogą przechowywać w sobie urazę i pragnienie odwetu. Ślepa zemsta, mściwość to pragnienie, by na winowajcę spadło większe zło niż je popełnił.

Niektórzy chrześcijanie wplątują w wyobrażenie o sądzie swoje własne poczucie zemsty. Szczególnie w ich ustach brzmi polskie przysłowie: „Bóg jest nierychliwy, ale sprawiedliwy”. Zdarza się, że osoby pobożne, które starają się żyć zgodnie z Bożymi Przykazaniami, czerpią rekompensatę za poniesione frustracje na swojej drodze, licząc na to, iż mniej pobożni zostaną surowo osądzeni, ponieważ dogadzali sobie w życiu.

Jak wiele pokładów agresji znajduje się w tego typu pobożności. Wielu chrześcijan o posępnych twarzach nie toleruje ludzkiej radości i śmiechu. Skoro żyjemy na „łez padole” należy żyć ze śmiertelną powagą i nie pozwalać sobie na uciechy życia.

”Śmieje się ten, kto się śmieje ostatni”, brzmi polskie porzekadło. Jest ono zapowiedzią surowego wyroku na sądzie ostatecznym. A wtedy śmiech szybko umilknie i pojawi się „płacz i zgrzytanie zębów”. To bardzo perwersyjna wizja sądu, nacechowana zawiścią i złością ludzi nieszczęśliwych, którzy zniekształcają ducha Ewangelii.

………………………………………………………………………………………….

Rozważania paschalne 3- 2010 r.

Sąd Boga jest łaską, a nie wyrokiem

To łaska dla grzeszników, a nie kara. Gdyby Bóg był tylko sprawiedliwością, ostateczne stałby się dla nas wszystkich jedynie przyczyną lęku, który wiąże się z karą.

 Św. Jan zachęca nas, abyśmy z ufnością myśleli o sądzie ostatecznym. Apostoł pisze: „Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, że mamy ufność na dzień sądu”(1J 4,17).

Sąd jest progiem, który należy przekroczyć w podróży między doczesnością, a wiecznością.

Stając na tym progu trzeba ogarnąć raz jeszcze całe swoje życie, ostatecznie pojednać się ze sobą samym i z innymi, aby życie w nowej jakości stało się naszym udziałem.  

Jeśli wszystko w nas, również zło, zwrócone jest ku Bogu, wówczas możemy z podniesioną głową wejść do życia wiecznego. Ostatecznie dobro zwycięży zło, które od nas odpadnie jak plewy i pozostanie zdrowe ziarno. Osoby, które w swoim doczesnym życiu doznały cierpienia z rąk oprawców, zapewne liczą na ostateczny rozrachunek z nimi.

 Bogaty w miłosierdzie Bóg, nie unieważnia ludzkiego cierpienia i nie pozwala, aby oprawcy tryumfowali nad swoimi ofiarami. Ostatecznie pojednanie Bóg doprowadzi do końca.

„Królestwo Boże - przypomina św. Paweł – to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym.”

 (Rz 14,17).

 

Zgoda na niespełnienie

Każdy człowiek powinien się pogodzić z prawdą, że w życiu doczesnym nie spełni się ostatecznie. Zgoda na niespełnienie wyzwala nas od tworzenia iluzji zbudowania raju na ziemi. Na szczęście ideologie, które obiecały nam raj na ziemi skompromitowały się i przeszły do historii. W głębi naszego serca ukryte jest pragnienie za trwałą bezwarunkową miłością, pokojem, harmonią, radością, szczęściem bez końca.

To tęsknota za niebem

Niebo jest spełnieniem naszych najgłębszych pragnień, stanem najwyższego szczęścia.

Chrześcijanie powinni śmiało i odważnie marzyć o niebie. Dzięki temu marzeniu wzmacniamy w sobie ufną tęsknotę za szczęściem, które jest przed nami. To, co dla nas najlepsze, jest przed nami.

Zapewne w naszym osobistym i społecznym życiu doświadczamy przebłysku nieba. To chwile, gdy czujemy się bezpieczni, akceptowani, kochani i kochamy innych, darząc ich czułością, szacunkiem, dobrem, które buduje wzajemną więź.

 Ciekawą myśl wyraził papież Benedykt XVI w encyklice Spe salvi: "Kiedy ktoś doświadcza w swoim życiu wielkiej miłości, jest to moment odkupienia, który nadaje nowy sens jego życiu" (26).

Dlatego warto pielęgnować dobrą pamięć, wspominać dobre chwile w naszym życiu. W ten sposób kształtujemy w sobie usposobienie wdzięczności, które wzmacnia w nas psychiczny dobrostan, radość życia, optymizm i nadzieję. Człowiek wdzięczny staje się miły ludziom i Bogu. Żyje we wewnętrznym pokoju i radości.

 

Bóg pragnie zbawić każdego z nas

Każdy z nas jest marzeniem Boga. On kocha każdego z nas z osobna. Stworzył nas i odkupił dla szczęścia. W sercu Boga jest wielkie pragnienie, abyśmy odczuli Jego miłość. Serce Boga odsłonił nam Jezus. Nasz Pan na krzyżu zawołał: "pragnę" (J 19,28). On za dni swego życia wyznał: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12,49).

Syn Boży przyszedł, aby rozniecić w naszych sercach płomień miłości, abyśmy byli pewni miłości Bożej. Bóg tęskni za każdym z nas. Bóg pragnie zbawić każdego z nas. Jednoznaczne stwierdza św. Paweł: "Bóg ...pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy" (1Tm 2,4).

Jezus kluczem krzyża otworzył nam niebo. Utwierdził w nas nadzieję na niebo. Dlatego możemy oczekiwać nieba z nadzieją, tęsknić za niebem. "W nadziei już jesteśmy zbawieni" (Rz 8,24), stwierdza św. Paweł.

 Biblia ukazuje nam obrazy nieba. To życie, światło, pokój, uczta, wino królewskie, dom Ojca, niebieskie Jeruzalem. "Jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują" (1 Kor 2,9), ze zdumieniem pisze św. Paweł.

Biblijne obrazy nieba leczą naszą psychikę, uśmierzają lęk przed śmiercią, wzmacniają ufność i nadzieję, rodzą w sercu radość i tęsknotę za szczęściem. Życie chrześcijańskie jest wprawianiem się w przeżywania stanu nieba. Trzeba uczyć się radosnego stylu życia, aby umieć się adekwatnie zachować w niebie. Należy ćwiczyć myślenie według nadziei, optymizm, perlisty śmiech. Muzyka i taniec może stać się przeczuciem radości zbawionych.

 

Czyściec

Czyściec, o którym naucza Kościół, to stan ludzkiego serca, które przechodzi wewnętrzne oczyszczenie. Jest to leczący proces serca. Nie wszyscy umierają, gdy ich sprawy ziemskie, relacje międzyludzkie pozostaną domknięte. Człowiek potrzebuje dojrzeć do miłości, pojednania i radości, aby mógł w pełni kosztować darów wieczności. Bóg w swoim miłosierdziu pozwala nam stopniowo przeżyć ten wewnętrzny proces dojrzewania do miłości i szczęścia.

………………………………………………………………………………………………………..

Rozważania paschalne 4- 2010 r. 

A co z piekłem

F. Dostojewski twierdził, że piekło, to utrata zdolności do miłości.

"Kto nie miłuje trwa w śmierci" (1J 3,14), pisze św. Jan.

Piekło to stan nie miłowania, "płacz i zgrzytanie zębów", czytamy w Ewangelii (Por Mt 25,30). Osoby, które utraciły zdolność miłości, tworzą piekło na ziemi. Rozsiewają wokół siebie zwątpienie, smutek, gorycz, tłumią w sobie i w innych nadzieję i radość. Podcinają skrzydła życia i kreatywności sobie i innym.

 Św. Jan uważa, że łaska Boga urzeczywistniła się w Jezusie Chrystusie. Dlatego pisze: „kto w nie wierzy, już został osądzony, ponieważ nie uwierzył w to, kim jest jednorodzony Syn Boży (J 3,18).

Kto nie wierzy, że Chrystus może udzielić mu łaski, ten sam odrzuca łaskę. Bóg szanuje dar wolności, który podarował człowiekowi. On nie manipuluje nami, nie uwodzi nas. W Bogu nie ma przemocy. On respektuje naszą wolność, którą nam darował. Miłość zwycięży tam, gdzie zostanie przyjęta. Jak długo może trwać człowiek w swojej zaciętości wobec miłości Boga? Czy nierozsądny upór woli wobec zbawczej miłości Boga można nazwać wolnością? Czy nie jest to raczej wolność zaślepiona, chora, potrzebująca uzdrowienia?

„Miłosierny jest Pan i łaskawy nieskory do gniewu i bardzo łagodny”(Ps 103,8), pisze psalmista.

Czy człowiek przyjmie miłość Boga i Jego zbawienie? Czy może sprzeciwiać się zbawczej woli Boga i trwać w uporze przez całą wieczność?

 Musimy pamiętać, że istnieje możliwość piekła, nawet jeśli nikomu się go nie życzy. Na pewno, to nie Bóg będzie nas wrzucał do piekła, lecz my sami stworzymy je w sobie, jeśli nie otworzymy się na miłość Boga oraz odrzucimy propozycję zbawienia.

 

Śmierć nie jest unicestwieniem naszego istnienia

Śmierć zabiera nam życie, bliskich i wszystko to, co jest nam znane i drogie. Dlatego na myśl o śmierci odczuwamy smutek a nawet złość i bunt.

Śmierć jawi się nam jak złodziej. Wiara chrześcijańska pozwala nam przekroczyć nasz lęk, smutek i złość. Bowiem śmierć nie jest unicestwieniem naszego istnienia, naszego osobowego życia, ale jest  zwornikiem transformacji, przemienienia przebóstwienia.

Gdy św. Franciszek z Asyżu mierzył się z tematem śmierci, to doszedł do przekonania, że jest ona naszą siostrą, która pozwala nam się ponownie narodzić do życia wiecznego.

 Każdy z nas w swoim własnym tempie może oswoić się ze śmiercią. Owocem tego procesu jest wzrost zaufania, pojednanie, pokój, nadzieja zbawienia, a nawet wdzięczność. Jezus pokazał swoim uczniom i nam, co stanie się z nami po śmierci, w tajemnicy przemienienia.

„Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło” (Mt 17,1 - 7) zapisał ewangelista Mateusz.

Na smoleńskim lotnisku z rozbitego samolotu zbierano szczątki ludzkich ciał. To bardzo wstrząsający obraz po katastrofie, która wydarzyła się 10 kwietnia 2010 roku.

Równie przykry jest widok ludzkich ciał dotkniętych różnymi chorobami, zwłaszcza nowotworowymi. Śmiertelna choroba wyniszcza ludzkie ciało, które obumiera jak pszeniczne ziarno rzucone w ziemię.

 Metaforą ziarna posłużył się św. Paweł, aby wyjaśnić nam tajemnicę transformacji, przemienienia. „Zasiewa się zniszczalne - powstaje zaś niezniszczalne;

 sieje się niechwalebne - powstaje chwalebne;

 sieje się słabe - powstaje mocne;

zasiewa się ciało zmysłowe - powstaje ciało duchowe.

Jeśli jest ciało ziemskie, powstanie też ciało niebieskie”.(1 Kor 15, 42 - 44).

Jak to się stanie? Nie wiemy. Wieczność przekracza nasze możliwości poznawczej eksploracji.

Zmartwychwstanie Jezusa dokonało się bez świadków. Grób Pana pozostał pusty. W życiu doczesnym nie mamy jeszcze takiej percepcji, aby dostrzec rzeczywistość radykalnie nową, rzeczywistość zmartwychwstania. Dlatego zmartwychwstanie Chrystusa dokonało się bardzo dyskretnie, zostało ono zasłonięte dla ludzkich oczu. Bóg nie chce porazić człowieka światłem wieczności. Nie jesteśmy przygotowani, aby ujrzeć światło wieczności i pozostać przy życiu. Musimy pogodzić się z naszymi duchowymi granicami.

W Księdze Wyjścia czytamy: "Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu".

 

Nasze oszpecone i zniszczone ciała

Ostatecznie każdy z nas zrozumie zmartwychwstanie, kiedy sam zostanie nim dotknięty. Ufajmy, że dla Boga wszystko jest możliwe. Ufajmy mocy Boga, która jest mocą życia!

„Oto ogłaszam wam tajemnicę: nie wszyscy pomrzemy, lecz wszyscy będziemy odmienieni. Trzeba, ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w niezniszczalność, a to co śmiertelne, przyodziało się w nieśmiertelność"(1 Kor 15, 51-53), proklamuje św. Paweł.

Ufajmy, że nasze ciała zostaną wypełnione zbawczą miłością Boga, która stwarza i ożywia. Nasze oszpecone i zniszczone ciała staną się piękne i jaśniejące jak ciało Pana na górze Tabor.

 

Prawdziwe życie

Czy rozważania na temat śmierci i wieczności mogą mieć wpływ na nasze codzienne życie?

K. Marks zarzucał chrześcijaństwu, że zajmuje się wiecznością rozpraszając ludzką energię, którą należy użyć, by zmieniać doczesność. E. Bloch uważał, że chrześcijanie karmią się utopijną nadzieją.

 Otóż mamy tu do czynienia z paradoksem.  Świadomość ostatecznego przeznaczenia wzmacnia w nas poczucie życia, pełnego zaangażowania w sprawy doczesności. Życie i śmierć stanowi jedno kontinuum. Kto przekracza lęk przed śmiercią, ten nie obawia się życia. Afirmuje życie, świętuje je i wznosi toast „za życie”!

Nadzieja życia wiecznego zaprzecza daremności życia, naszego wysiłku, starania się. Prawdziwe życie zaczyna się w doczesności. Bóg ceni doczesność jak ziarno, które zostanie przyodziane w niezniszczalność. My również powinniśmy cenić sobie nasze życie.

 A żyć prawdziwie to doświadczać radości i smutku, rozkoszy i bólu. Żyć prawdziwie to zaangażować się we własny rozwój, kochać siebie i innych, nieustannie tworzyć dobro.

Być zajętym nie sobą samym, ale ważnymi sprawami, które niesie ze sobą życie. Żyć prawdziwie to stawiać czoło trudom życia. Św. Paweł zachęca nas, abyśmy się nie zniechęcali piętrzącym się trudnościom.

Apostoł pisze:

„Nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu, gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy wpatrujemy się nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne przemija, to zaś co niewidzialne, trwa wiecznie” (2Kor 4, 16 - 18).

Żyć prawdziwie to żyć pełnią życia. Nasz Pan nie wymaga od nas pogardy dla życia, wyrzeczenia się życia, umartwienia, surowości. On chce, abyśmy w życiu praktykowali miłosierdzie.

Pan powiedział: „idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy:  Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9,13).

Jezus oczekuje od nas zaufania i wolności od osądów i potępień nas samych i naszych bliźnich. A to nie jest dla nas łatwe wyzwanie. W codzienności niemalże automatycznie potępiamy samych siebie i innych. To trudny do wykorzenienia zły nawyk. Postawy miłosierdzia musimy się uczyć i ją codziennie praktykować.

Czas apokalipsy

Wielu współczesnych odczytując znaki czasu uważa, że nasz XXI wiek jest czasem apokalipsy. Ojciec Joachim Badeni, dominikanin, podyktował swoją ostatnią książkę zatytułowaną "Uwierzcie w koniec świata".

To bardzo cenna lektura, należy ją przeczytać. Oczekiwanie na ostateczne przyjście Mesjasza jest żywo obecne w sercach pobożnych Żydów. Chrześcijanie modlą się słowami apokalipsy św. Jana „Przyjdź Panie Jezu!” (Ap.  22,20).

 Nie wiemy kiedy ponownie przyjdzie Pan, aby zakończyć dzieje ludzkości. Jedno jest pewne, że On przyjdzie. A wtedy może okaże się, że nadzieja Żydów i chrześcijan osiągnie swoje spełnienie w osobie Jezusa Chrystusa. To prawda, że współczesna ludzkość może doprowadzić świat do zagłady. Jeśli nawet tak się stanie, to świat ocali miłość Boga. Miłosierdzie Boga zwycięży.

Paruzja

Paruzja to ostateczne zwycięstwo dobra nad złem. W tym zwycięstwie objawi się moc Boga. Oczekiwanie na powtórne przyjście Pana jest wyrazem naszej wiary. Tęsknota za Tym, który Jest i który Przychodzi należy do dynamiki osobistej relacji z Bogiem. Oczekujmy przyjścia Pana w sposób godny, z podniesionym czołem, wyprostowani, pełni gracji i spokoju ducha.

Ojciec Mieczysław Bednarz, jezuita napisał krótka prostą modlitwę: „Przyjdź ”Panie Jezu, przyjdź Duchu Święty, prowadźcie nas do Ojca. Amen". Ta modlitwa może kształtować w nas postawę pogodnego oczekiwania na przyjście Pana.