A A A

Świadectwo I

  Byłam panną, "dziewczyną od Mszy Św. niedzielnej". Mój mąż był człowiekiem rozwiedzionym. Gdy wychodziłam za mąż, sumienie mi mówiło,że nie powinnam tego robić. Uspokajałam się jednak, mówiąc: a inni jakoś z tym żyją, to i ja będę.
     Niestety po kilku latach małżeństwa zaczęło mi być bardzo źle bez spowiedzi i Komunii św. Z wielką zazdrością i łzami w oczach patrzyłam na ludzi przystępujących do Stołu Pańskiego.
    Okazało się, że moje szczęście rodzinne, mimo iż mam bardzo dobrego męża i uroczego synka, nie jest w stanie zaspokoić mojej tęsknoty za życiem sakramentalnym. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, dlaczego tak się stało, dlaczego tak pokierowałam swoim życiem? Czy zaślepiła mnie miłość? - pytałam samą siebie.
     Szybko doszłam do wniosku, że nie był to problem mojej wielkiej miłości do męża, chociaż naprawdę go kochałam. 
To był problem mojej wiary. Była to wiara obyczajowa, mało osobista. A co gorsze, nie ona wyznaczała mi sposób mego życia. 
     Życie, które prowadzę, nie daje mi teraz pełnego szczęścia, dlatego przyjechałam do księdza na rozmowę, aby zapytać, co mam dalej robić, jak żyć?

Kobieta lat 34