A A A

Świadectwo IV

Byłem zawsze człowiekiem wierzącym. Gdy opuściła mnie żona, przez kilka lat samotnie wychowywałem syna.
Gdy on się usamodzielnił, zostałem sam.I wtedy stało się. 
Zakręciła się koło mnie młoda, atrakcyjna lekarka, chociaż intelektualnie nie najwyższego lotu. 
Zadurzyłem się tak dalece, że przez pewien okres jakbym zapomniał o wierze i wartościach, które dotąd były dla mnie najważniejsze.
Wzięliśmy ślub cywilny. Urodziło się nam z tego związku kilkoro dzieci.
Dzisiaj wszystkie już są prawie całkowicie samodzielne. Ale one właśnie stanowią mój "bólów ból".
Ani jedno z nich nie przejęło ode mnie ani wartości, ani ideałów, które kształtowały moje życie. 
Uznaję za błąd moje drugie, tylko cywilne małżeństwo, ale wszystko inne starałem się opierać na prawdzie i wierze. 
Niestety, moje dzieci nie poszły w tym kierunku i prawie wszystkie, w większym lub mniejszym stopniu odeszły, od Kościoła.
Moim wielkim cierpieniem było także dystansowanie się czynników kościelnych ode mnie i to w sposób demonstracyjny. 
Poproszono mnie kiedyś o wygłoszenie na pewnym sympozjum referatu, ale skreślono mnie z listy prelegentów już po jej ogłoszeniu. 
Podejrzewam, że ktoś poinformował odnośne czynniki o mojej sytuacji małżeńskiej. Bardzo mnie to zabolało.
Wiele wycierpiałem w moim życiu. Był nawet taki okres, że niejako chciałem weryfikować naukę Kościoła, ale odszedłem od tego. 
Wiary nigdy nie straciłem. Już od lat z żoną nie utrzymujemy kontaktów intymnych i chodzimy do spowiedzi i Komunii św.
Dziś, gdy już jestem starszym człowiekiem, mimo moich wielu bolesnych doświadczeń wiem, że wiara jest największym darem i radością, ale także i cierpieniem. 
Moim życiowym hasłem na dzisiaj jest napis, jaki znalazłem przy kapliczce w Dolinie Kościeliskiej: "I nic nad Boga"

prof. Z